Czy feministki naprawdę nienawidzą mężczyzn?
Feminizm a mizandria – gdzie kończy się walka o równość, a zaczyna pogarda wobec mężczyzn?
W ostatnich latach coraz częściej można spotkać się w internecie z pojęciami takimi jak „toksyczny feminizm”, „mizandria”, „feminosfera” czy nawet „kobiecy redpill”. Dla jednych są one dowodem na to, że część współczesnego feminizmu poszła za daleko. Dla innych stanowią jedynie próbę zdyskredytowania ruchu walczącego o prawa kobiet.
Jak zwykle w przypadku gorących tematów społecznych, rzeczywistość okazuje się bardziej złożona. Warto więc zadać sobie pytanie: gdzie przebiega granica między zdrowym feminizmem a postawami opartymi na uprzedzeniach, pogardzie i dehumanizacji?
Feminizm nie oznacza nienawiści do mężczyzn
Pierwszą rzeczą, którą należy jasno podkreślić, jest fakt, że feminizm nie jest ideologią nienawiści wobec mężczyzn. W swojej podstawowej formie oznacza dążenie do równości praw, szans, bezpieczeństwa i godności niezależnie od płci.
Krytykowanie przemocy wobec kobiet, nierówności społecznych czy szkodliwych stereotypów płciowych nie jest przejawem mizandrii. Podobnie jak zwracanie uwagi na problemy mężczyzn nie oznacza automatycznie mizoginii.
Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy krytyka konkretnych zachowań lub zjawisk zaczyna przeradzać się w przekonanie, że cała grupa ludzi posiada określoną, negatywną naturę.
Zdanie „niektórzy mężczyźni zachowują się agresywnie” znacząco różni się od stwierdzenia „mężczyźni są z natury agresywni”. To pozornie niewielka różnica, ale psychologicznie prowadzi do zupełnie innych konsekwencji.
Czym jest toksyczna feminosfera?
Choć pojęcie „feminosfery” nie jest jeszcze tak dobrze opisane jak „manosfera”, coraz częściej używa się go do określania internetowych społeczności skupionych wokół specyficznych narracji dotyczących relacji damsko-męskich.
Ich wspólnym mianownikiem bywa przekonanie, że relacje między kobietami i mężczyznami są przede wszystkim walką interesów, a nie przestrzenią współpracy, bliskości i wzajemnego zaufania.
Toksyczna feminosfera zwykle wyrasta z realnych doświadczeń krzywdy, rozczarowania, przemocy lub zdrady. Problem polega jednak na tym, że indywidualne doświadczenia zostają uogólnione na całą grupę.
W efekcie pojawiają się przekonania, że mężczyznom nie można ufać, że relacje są z natury niebezpieczne albo że każda kobieta powinna traktować mężczyzn przede wszystkim jako potencjalne zagrożenie.
Mizandria – czym jest pogarda wobec mężczyzn?
Mizandria oznacza uprzedzenie, wrogość lub pogardę wobec mężczyzn jako grupy społecznej.
Warto odróżnić ją od ostrożności wynikającej z trudnych doświadczeń. Kobieta, która doświadczyła przemocy, może odczuwać lęk wobec mężczyzn. Jest to często naturalna reakcja na traumę.
Mizandria pojawia się natomiast wtedy, gdy ktoś zaczyna przypisywać wszystkim mężczyznom określone negatywne cechy. Przykładem mogą być przekonania, że mężczyźni są niezdolni do miłości, z natury egoistyczni, przemocowi lub zainteresowani wyłącznie własnymi korzyściami.
Psychologowie określają taki sposób myślenia mianem esencjalizmu. Polega on na przypisywaniu całej grupie ludzi jednej, niezmiennej natury.
To ten sam mechanizm, który stoi za wieloma formami uprzedzeń, niezależnie od tego, kogo dotyczą.
Female Dating Strategy i podział ludzi na „wartościowych” oraz „bezwartościowych”
Jednym z najbardziej znanych zjawisk związanych z feminosferą była społeczność Female Dating Strategy.
Część jej przekazu dotyczyła zdrowych standardów w relacjach. Zachęcano kobiety do stawiania granic, unikania toksycznych partnerów oraz zwracania uwagi na zachowanie, a nie wyłącznie na deklaracje.
Problem pojawiał się jednak wtedy, gdy relacje zaczynały być przedstawiane jako rynek, na którym ludzie są oceniani pod względem swojej wartości.
Pojęcia takie jak „high value man” i „low value man” przypominają sposób myślenia znany z manosfery. W obu przypadkach człowiek przestaje być osobą posiadającą swoje mocne i słabe strony, a staje się produktem ocenianym według określonych kryteriów.
Takie podejście utrudnia budowanie autentycznej bliskości i sprzyja instrumentalnemu traktowaniu innych ludzi.
Femcele – gdy samotność zamienia się w ideologię
Kolejnym zjawiskiem są femcele, czyli kobiety identyfikujące się z doświadczeniem mimowolnej samotności, odrzucenia lub trudności w tworzeniu relacji romantycznych.
Pod powierzchnią często kryją się bardzo ludzkie doświadczenia: niska samoocena, poczucie bycia niewidzialną, wstyd, depresyjność czy bolesne porównywanie się z innymi.
Samo cierpienie nie jest problemem. Problem pojawia się wtedy, gdy zostaje ono przekształcone w ideologię opartą na przekonaniu, że za wszystkie trudności odpowiadają mężczyźni lub cały system relacji.
Mechanizm ten jest podobny do tego, który można zaobserwować w społecznościach inceli. Ból zostaje zamieniony w gniew, a gniew w ideologię.
Dlaczego takie narracje są atrakcyjne?
Z psychologicznego punktu widzenia toksyczne ideologie często pełnią ważną funkcję emocjonalną.
Pozwalają uporządkować skomplikowaną rzeczywistość. Dają poczucie przynależności do grupy. Oferują proste wyjaśnienia trudnych doświadczeń.
Jeżeli ktoś został wielokrotnie zraniony, dużo łatwiej uwierzyć w zdanie „wszyscy mężczyźni są tacy sami” niż zaakceptować fakt, że świat jest bardziej nieprzewidywalny i złożony.
Dodatkowo internetowe algorytmy wzmacniają ten proces. Im częściej ktoś ogląda treści potwierdzające jego przekonania, tym więcej podobnych materiałów otrzymuje.
W ten sposób powstaje bańka informacyjna, w której każde kolejne nagranie, post czy komentarz zdaje się potwierdzać wcześniejsze wnioski.
Trauma nie daje prawa do dehumanizacji
Jednym z najważniejszych rozróżnień jest oddzielenie zrozumienia od usprawiedliwienia.
Możemy rozumieć, dlaczego ktoś po trudnych doświadczeniach staje się bardziej ostrożny. Możemy rozumieć złość, lęk czy rozczarowanie.
Nie oznacza to jednak, że trauma automatycznie usprawiedliwia pogardę wobec całej grupy ludzi.
Tak samo jak doświadczenie przemocy ze strony jednego partnera nie oznacza, że wszyscy partnerzy będą przemocowi, tak samo doświadczenie krzywdy ze strony kilku mężczyzn nie pozwala wyciągać wniosków dotyczących wszystkich mężczyzn.
Zdrowy feminizm a toksyczna feminosfera
Najważniejsza różnica polega na celu.
Zdrowy feminizm dąży do równości, bezpieczeństwa, autonomii i wzajemnego szacunku.
Toksyczna feminosfera często koncentruje się na budowaniu tożsamości wokół gniewu, podejrzliwości i przekonania, że druga płeć stanowi problem sam w sobie.
Zdrowe granice chronią człowieka przed krzywdą.
Pogarda natomiast oddala od ludzi i utrudnia tworzenie satysfakcjonujących relacji.
Dlatego warto zachować ostrożność wobec każdej ideologii – niezależnie od tego, czy pochodzi z manosfery, feminosfery czy jakiegokolwiek innego środowiska – która próbuje przekonać nas, że cały świat można podzielić na dobrych i złych wyłącznie na podstawie przynależności do określonej grupy.