Dlaczego zawsze wybierasz ten sam typ partnera? Chemia schematów w związku

 
 

Być może zdarzyło Ci się kiedyś obiecać sobie: „Nigdy więcej takiej relacji”.

Poprzedni partner był emocjonalnie niedostępny, więc następnym razem wybierzesz kogoś zupełnie innego. Poznajesz nową osobę. Jest spokojna, niezależna, nie narzuca się. Początkowo właśnie to Cię przyciąga.

Mija kilka miesięcy i znowu czekasz na wiadomość. Znowu zastanawiasz się, czy drugiej osobie naprawdę zależy. Znowu to Ty próbujesz ratować kontakt.

Albo odwrotnie. Po relacji z bardzo krytycznym partnerem poznajesz kogoś ambitnego, zdecydowanego i pewnego siebie. Na początku imponuje Ci jego energia. Po pewnym czasie zaczynasz jednak słyszeć:

„Naprawdę nie mogłeś zrobić tego lepiej?”

I pojawia się pytanie:

Dlaczego znowu znalazłem się w podobnej relacji, skoro świadomie chciałem czegoś zupełnie innego?

Jednym ze sposobów rozumienia takich powtarzających się wzorców jest tzw. chemia schematów.

Czym jest chemia schematów?

W terapii schematów zakłada się, że na podstawie naszych wczesnych doświadczeń mogą rozwijać się stosunkowo trwałe wzorce dotyczące nas samych, innych ludzi i relacji.

Ktoś może głęboko oczekiwać:

„Ludzie w końcu mnie zostawiają”.

Ktoś inny:

„Moje potrzeby nie są tak ważne jak potrzeby innych”.

Albo:

„Jeżeli pokażę, jaki naprawdę jestem, zostanę odrzucony”.

Nie chodzi przy tym o myśli, które przez cały dzień świadomie krążą nam po głowie. Schemat może pozostawać przez długi czas stosunkowo cichy, a uaktywniać się dopiero w określonych sytuacjach — szczególnie w bliskich relacjach.

Ciekawie robi się wtedy, gdy spotykamy kogoś, kto bardzo łatwo uruchamia właśnie ten wzorzec.

Osoba emocjonalnie zdystansowana może początkowo wydawać się spokojna i niezależna.

Osoba dominująca — zdecydowana i opiekuńcza.

Bardzo wymagająca — ambitna i kompetentna.

A ktoś, kto potrzebuje wiele pomocy, może dawać poczucie: „Wreszcie jestem komuś naprawdę potrzebny”.

Dopiero z czasem okazuje się czasami, że cecha, która początkowo była szczególnie atrakcyjna, staje się dokładnie tym miejscem, które najbardziej nas boli.

To, co do nas pasuje emocjonalnie, nie zawsze musi nam służyć.

Czy naprawdę wybieramy partnerów podobnych do naszych rodziców?

To popularne uproszczenie, ale terapia schematów daje znacznie bardziej złożony obraz.

Nie można powiedzieć:

„Twój ojciec był chłodny emocjonalnie, więc na pewno będziesz wybierać chłodnych mężczyzn”.

Człowiek może mieć wiele różnych schematów. Co więcej, na ten sam schemat możemy reagować na kilka różnych sposobów.

Możemy się mu poddać.

Możemy go unikać.

Możemy próbować go nadmiernie kompensować, czyli zachowywać się wręcz przeciwnie do tego, czego się boimy.

Dwie osoby z podobną historią mogą więc funkcjonować w związku zupełnie inaczej.

Ktoś, kto boi się porzucenia, może kurczowo trzymać się partnera.

Inna osoba z podobnym lękiem może unikać bliskości, żeby nigdy nie znaleźć się w sytuacji, w której ktoś będzie mógł ją zostawić.

Dlatego w związku nie spotyka się po prostu „schemat A” ze „schematem B”. Spotykają się dwie osoby ze swoją historią, potrzebami, schematami i sposobami radzenia sobie.

Schemat porzucenia i emocjonalne wycofanie

Wyobraźmy sobie Annę.

Anna ma silny schemat porzucenia. Na początku związku z Pawłem wszystko wygląda dobrze. Paweł jest niezależny, ma własne zainteresowania i nie potrzebuje kontaktu przez całą dobę.

To właśnie jej się podoba.

Pewnego dnia Anna wysyła wiadomość. Paweł przez kilka godzin nie odpowiada.

Pojawia się napięcie.

„Może coś się zmieniło?”

„Może już mu nie zależy?”

Anna wysyła kolejną wiadomość. Potem jeszcze jedną.

Paweł widzi telefon i czuje narastającą presję. Dla niego intensywne domaganie się kontaktu może oznaczać utratę autonomii. Zamiast więc zbliżyć się do Anny, wycofuje się.

Anna zauważa dystans.

Jej schemat dostaje właśnie potężny argument:

„Wiedziałam. Ludzie w końcu się ode mnie odsuwają”.

Zaczyna więc jeszcze intensywniej szukać kontaktu.

Paweł czuje jeszcze większą presję.

Odsuwa się mocniej.

I właśnie powstaje samonapędzający się cykl trybów: im bardziej jedna osoba goni, tym bardziej druga ucieka. Im bardziej druga ucieka, tym mocniej pierwsza zaczyna gonić.

W pewnym momencie partnerzy przestają reagować wyłącznie na to, co dzieje się tu i teraz. Reagują również na znaczenie, jakie ich historia nadaje zachowaniu drugiej osoby.

Samopoświęcenie spotyka roszczeniowość

Inny przykład może przez długi czas wyglądać jak świetne dopasowanie.

Jedna osoba bardzo chętnie pomaga. Gotuje, organizuje, przejmuje obowiązki, pyta wszystkich, czego potrzebują.

Druga lubi podejmować decyzje i nie ma większego problemu z przyjmowaniem pomocy.

Na początku oboje mogą być zadowoleni.

Problem zaczyna się stopniowo.

Osoba samopoświęcająca się robi coraz więcej, ale coraz rzadziej mówi o własnych potrzebach. Może czuć, że proszenie o pomoc jest egoistyczne albo że „dobry partner powinien sobie poradzić”.

Druga strona dostosowuje się do tego układu.

Skoro partner zawsze mówi „jasne, zrobię”, łatwo zacząć zakładać, że naprawdę mu to odpowiada.

Po kilku latach jedna osoba myśli:

„Wszystko jest na mojej głowie”.

Druga:

„Przecież nigdy nie mówiłaś, że Ci to przeszkadza”.

Oboje widzą inny fragment tej samej historii.

Im więcej jedna strona daje, tym bardziej druga może przyzwyczajać się do otrzymywania. Im bardziej ta druga oczekuje, tym silniejsze stają się zmęczenie i poczucie wykorzystania pierwszej osoby.

Wadliwość i krytyczny partner

Szczególnie bolesne może być połączenie schematu wadliwości z bardzo wysokimi wymaganiami lub karzącością drugiej osoby.

Jeżeli ktoś głęboko wierzy:

„Coś jest ze mną nie tak”

to krytyczna uwaga partnera nie jest odbierana po prostu jako opinia.

„Dlaczego zrobiłeś to w ten sposób?”

może zostać wewnętrznie przetłumaczone na:

„Wreszcie ktoś zobaczył, jaki naprawdę jestem”.

Zamiast odpowiedzieć: „Nie zgadzam się”, osoba zaczyna się wycofywać, wstydzić albo podważać własne kompetencje.

Partner widzi tę niepewność i może dojść do wniosku:

„Gdybym tego nie kontrolował, nic nie byłoby zrobione”.

Zaczyna poprawiać jeszcze częściej.

A więc krytyka wzmacnia poczucie wadliwości, natomiast rosnąca niepewność partnera wzmacnia przekonanie drugiej strony, że trzeba go pilnować.

Dlaczego czasami „chemia” jest aż tak silna?

To chyba najciekawsze pytanie.

Dlaczego mielibyśmy czuć silne przyciąganie do dynamiki, która później sprawia nam cierpienie?

Jedna z możliwych odpowiedzi jest bardzo prosta:

bo jest znajoma.

Jeśli przez wiele lat bliskość oznaczała czekanie na uwagę, zabieganie o nią albo zastanawianie się, czy druga osoba naprawdę jest dostępna, spokojny i przewidywalny partner może nie uruchamiać tej samej intensywności.

Nie ma pościgu.

Nie ma napięcia.

Nie ma wielkiej ulgi, kiedy wreszcie przychodzi wiadomość.

Natomiast nieprzewidywalność może generować bardzo dużo emocji.

I czasami łatwo pomylić intensywność z bliskością.

Nie oznacza to oczywiście, że każda silna chemia jest niezdrowa.

„Motylki” nie są diagnozą.

Możemy czuć ogromny pociąg do osoby, z którą jednocześnie budujemy bezpieczną, wzajemną i satysfakcjonującą relację.

Dlatego ciekawsze pytanie brzmi nie:

„Czy czuję chemię?”

ale:

„Co dzieje się pomiędzy nami z czasem?”

Czy mogę powiedzieć tej osobie, czego potrzebuję?

Czy moje granice są respektowane?

Czy konflikt można naprawić?

Czy w relacji jest miejsce zarówno na bliskość, jak i autonomię?

Czy mogę być sobą?

To lepsze wskaźniki jakości relacji niż sama intensywność początkowego przyciągania.

Dwie osoby mogą mieć ten sam schemat

Chemia schematów nie musi też polegać na spotkaniu dwóch przeciwieństw.

Wyobraźmy sobie dwie osoby z silnym schematem porzucenia.

Początek może być bardzo intensywny.

Piszą do siebie przez cały dzień. Szybko się do siebie zbliżają. Zapewniają się nawzajem o uczuciach.

Każde daje drugiemu ogromną dawkę tego, czego oboje potrzebują: poczucia bliskości i pewności, że relacja istnieje.

Problem pojawia się, gdy jedna osoba któregoś dnia chce po prostu pobyć sama.

„Dlaczego?”

„Chcę poczytać”.

„Już Ci się znudziłem?”

Jedna osoba zaczyna czuć presję i prosi o więcej przestrzeni.

Dla drugiej właśnie stało się coś bardzo niepokojącego:

„Czyli rzeczywiście się ode mnie oddala”.

Może pojawić się zazdrość, testowanie uczuć, ciągła potrzeba zapewnień czy nawet groźby rozstaniem, po których przychodzi paniczny lęk, że partner rzeczywiście odejdzie. Ten sam schemat może więc nie tylko spotkać podobny schemat, ale również go wzmacniać.

Kłótnia często nie jest tylko o naczynia

W terapii schematów interesujące jest to, że konflikt można analizować na więcej niż jednym poziomie.

Na powierzchni para kłóci się o spóźnienie.

Albo o telefon.

Naczynia.

Seks.

Pieniądze.

Pod spodem może jednak dziać się coś zupełnie innego.

„Nie odpisałeś” uruchamia:

„Nie jestem dla Ciebie ważna”.

Pojawia się lęk i samotność.

Zamiast powiedzieć o nich wprost, osoba atakuje:

„Masz mnie gdzieś”.

Partner słyszy atak i doświadcza:

„Znowu ktoś próbuje mną rządzić”.

Wycofuje się.

Pierwsza osoba widzi wycofanie.

Jej schemat zostaje jeszcze mocniej potwierdzony.

Powstaje pętla.

To właśnie dlatego niektóre konflikty tak trudno zakończyć logiczną rozmową. W pewnym momencie problemem przestaje być tylko to, kto miał wynieść śmieci. Każda kolejna reakcja partnera dotyka znacznie starszego i bardziej wrażliwego miejsca.

Jak rozpoznać własny wzorzec w związkach?

Nie trzeba od razu próbować diagnozować siebie ani byłych partnerów.

Często więcej daje spojrzenie na powtarzalność.

Możesz zastanowić się nad trzema ważnymi relacjami i przy każdej zadać sobie kilka pytań:

  • Co najbardziej pociągało mnie w tej osobie na początku?

  • Co później bolało mnie najbardziej?

  • Jakiego uczucia doświadczałem przy niej najczęściej?

  • Co robiłem, kiedy to uczucie się pojawiało?

  • Czy podobny układ występował już wcześniej?

Być może okaże się, że powtarza się emocjonalna niedostępność.

Albo poczucie, że musisz ratować drugą osobę.

Może za każdym razem bardzo długo nie mówisz o swoich potrzebach, a później czujesz ogromny żal, że partner sam ich nie zauważył.

Może najbardziej pociągają Cię osoby niezwykle pewne siebie, a kilka lat później masz poczucie, że w relacji nie ma miejsca na Twoje zdanie.

Nie chodzi o dojście do wniosku:

„Coś jest ze mną nie tak, skoro znowu wybrałem taką osobę”.

Znacznie bardziej użyteczna jest myśl:

„Ten rodzaj relacji jest dla mojego systemu bardzo znajomy”.

A kiedy wzorzec staje się widoczny, pojawia się również większa możliwość wyboru.

Zdrowy związek nie oznacza związku bez schematów

Bliskość niemal nieuchronnie będzie dotykała naszych wrażliwych miejsc.

Nie chodzi więc o znalezienie partnera, przy którym żaden schemat nigdy się nie uruchomi.

Różnica polega raczej na tym, co robimy, kiedy już do tego dochodzi.

Zamiast:

„MASZ MNIE GDZIEŚ!”

można stopniowo uczyć się mówić:

„Kiedy długo się nie odzywasz, pojawia mi się lęk, że się ode mnie odsuwasz. Wiem, że to nie musi być prawda, ale potrzebuję teraz trochę bliskości”.

Druga osoba nie musi rezygnować ze swoich potrzeb. Może odpowiedzieć:

„Potrzebuję teraz trochę przestrzeni, ale nie odchodzę. Wróćmy do tej rozmowy później”.

W języku terapii schematów coraz więcej miejsca zaczyna wtedy zajmować Zdrowy Dorosły — część nas, która potrafi zauważyć emocję i schemat, ale nie musi automatycznie wykonywać wszystkiego, co ten schemat podpowiada.

Chemia to nie to samo co kompatybilność

Być może właśnie to jest najważniejszy wniosek.

Możemy czuć do kogoś ogromne przyciąganie i jednocześnie bardzo źle funkcjonować razem.

Możemy również spotkać osobę stabilną i bezpieczną, przy której początkowo brakuje nam intensywności znanej z wcześniejszych relacji.

To nie znaczy, że zawsze należy wybrać „nudną, ale bezpieczną” relację. Brak atrakcyjności może po prostu oznaczać brak atrakcyjności.

Warto jednak czasem zadać sobie pytanie:

Czy naprawdę brakuje mi chemii, czy brakuje mi napięcia, które przez lata nauczyłem się z chemią utożsamiać?

Terapia schematów nie ma nas nauczyć nieufności wobec własnych uczuć.

Ma raczej pomóc rozróżniać:

intensywność od bezpieczeństwa,
znajomość od zdrowia,
chemię od kompatybilności.

Nie wszystko w wyborze partnera wynika z dzieciństwa. Możemy zakochać się dlatego, że ktoś jest zabawny, atrakcyjny, inteligentny, mamy podobne wartości i zwyczajnie świetnie się razem czujemy.

Ale czasami częścią odpowiedzi na pytanie:

„Dlaczego właśnie ta osoba zrobiła na mnie tak ogromne wrażenie?”

może być również:

„Bo mój system emocjonalny znał już ten rodzaj historii”.

I wtedy najważniejsze nie jest nawet to, kogo automatycznie uznajemy za atrakcyjnego.

Ważniejsze staje się to, co robimy później — kiedy zaczynamy widzieć tę osobę nie tylko przez własne schematy, ale taką, jaka naprawdę jest.

Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej, obejrzyj film poniżej:

 
Next
Next

TEN SAM SCHEMAT może zrobić z Ciebie 3 różne osoby