Sesja portretowa cozy - Światło naturalne a sztuczne

 
 
Destination-wedding-photographer-michal-brzegowy.jpg
 

Gabrysia wpadła do mnie na sesję portretową. Zamiast jednak robić tylko zwykłe, pozowane portrety na tle postanowiliśmy stworzyć sesję w stylu cozy, morning coffee, pod kocem i z książkami. 

Kiedyś robiłem tylko pozowane portrety z użyciem oświetlenia studyjnego. Teraz już praktycznie w ogóle nie chcę robić takich zdjęć, ponieważ brakuje mi w tym...tego czegoś, emocji, naturalności, historii. Dlatego też wolę robić zdjęcia osobom w ich naturalnych interakcjach i łapać momenty jak są po prostu sobą. 

Dlaczego wolę naturalne światło od lamp?

Korzystając ze sztucznego oświetlenia jesteśmy w stanie stworzyć praktycznie każdy nastrój na zdjęciu. Możemy nim manipulować do woli, co daje niesamowite możliwości. Lampy reporterskie (z właściwością HSS pozwalającą nam błyskać lampą w dzień) i przenośne parasolki ze statywami możemy wziąć nawet w plener i również "stworzyć" upragniony nastrój. Sam tak robiłem. Nie waży to dużo i często zabierałem właśnie taki podręczny zestaw ze sobą na sesję plenerową. Teraz już tego nie robię. Zapytasz dlaczego skoro to takie poręczne i pomocne. 

Naturalne światło jest trudniejsze od ujarzmienia. Jest kapryśnie, zmienne i często niewspółpracujące. Naturalne światło często wymaga szukania odpowiedniego miejsca, by je zmiękczyć. Co oznacza, że nie będziemy robić portretów w pełnym słońcu (ponieważ powstaną zbyt ostre cienie na twarzy) tylko będziemy szukać cienia. Pochmurna pogoda często sprawa, że jest ciemno i trzeba podkręcić w aparacie opcję ISO, co powoduje większe zaszumienie na obrazku.

Dlaczego więc wciąż wolę naturalne światło? Dlaczego postanowiłem przejść na ciemną stronę bez użycia lampy?

 
Destination-Wedding-Photographer-Michal-Brzegowy
 

Odpowiedź jest prosta. Ponieważ niezależnie od warunków pogodowych i oświetleniowych naturalne światło daje mi jeden niepowtarzalny klimat, którego lampy nigdy nie oddadzą. Można manipulować sztucznym oświetleniem by uzyskać upragniony efekt, ale nigdy nie będzie tak klimatyczne jak ze światłem zastanym. Światło zastane to inaczej mówiąc światło jakie zastaję w określonym miejscu, np. na polu lub też światło żarowe w pomieszczeniach. Wolę mieć bardziej niewyraźne zdjęcie, bardziej zaszumione (szczerze mówiąc to nawet lubię szum i specjalnie go dodaję!), ale uzyskać klimat na zdjęciu. Dlatego też nie używam już lamp prawie w ogóle. Nie będę ich używał nawet fotografując wesele. Wezmę je tylko na wszelki wypadek, gdyby na sali weselnej była kula dyskotekowa, która będzie robić ludziom kolorowe plamy na twarzy bez lampy. Prawdopodobnie będe jeszcze używał czasem lamp w domowym studio. Szczególnie lubię wracać do Beauty Dish-a, który pięknie wyciąga kości policzkowe, wyszczupla twarz i sprawia że...wyglądasz pięknie :) Z nałożonym gridem (czarną kratką, która kierunkuje błysk, przez co światło nie dociera do tła) wygląda jak przenośny grill. Przynajmniej tak moja mama mówi.

Dobrze, koniec gadania.

Sesja portretowa z Gabrysią i krótki backstage.

PS. Żeby nie było, że już tak całkiem odrzuciłem lampy w kąt to kilka zdjęć z tej sesji (na gładkim tle) zostało właśnie zrobionych przy użyciu lampy i parasolki.