Czy stres przed sesją i ślubem musi być zły?

 
 

Stres towarzyszył i towarzyszy mi przez całe życie. Domyślam się, że Tobie też ponieważ nie ma chyba takiej osoby, która by go nie doświadczyła. Stres i strach jest ściśle ze sobą powiązany. W momencie kiedy się czegoś boimy (racjonalnie lub nie) odczuwamy stres, który w efekcie nas blokuje i każda część naszego ciała krzyczy “uciekaj!”, tylko po to by z powrotem wrócić do statusu quo, co psychologia opisuje jako stały stan rzeczy, który może mieć charakter odrzucania wszelkich nieznanych rozwiązań, pomysłów i innych innowacji.

W tym artykule chcę Wam pokazać, że stres wcale nie musi być zły i w jaki sposób można nad nim pracować.

Zanim powiesz “łatwo się mówi, gorzej w praktyce”, chcę żebyś wiedział że ja wiem, naprawdę wiem, że to nie jest łatwe. Ale nikt nie mówił, że panowanie nad destrukcyjnym stresem jest proste. Ale od czegoś trzeba zacząć.

Cofnijmy się trochę w czasie w mojej historii.

Być może znajdziesz we mnie jakąś analogię i podobieństwa ze swojego życia.

Gdy byłem mały, ale taki mały, mały, mały tańczyłem taniec towarzyski ze swoją partnerką taneczną, której non stop deptałem po stopach. Dziewczynka poprosiła o zmianę chłopczyka i stres związany z pojawieniem się nowej partnerki był taki silny, że nigdy już nie pojawiłem się na zajęciach.

Chwilę później rodzice zapisali mnie na lekcje gry na pianinie. Z tego co pamiętam to byłem naprawdę dobry, tak dobry że pan który mnie uczył chciał mnie wysłać na konkurs / publiczne granie. Nigdy więcej nie pojawiłem się na zajęciach.

Zacząłem ćwiczyć Judo. Jeździłem na przeróżne zawody, podczas których zawsze dosłownie mnie mdliło ze stresu. Nie mogłem nic jeść. Płakałem z nerwów. Wygrywałem. Mimo to miałem dość tego stresu i przestałem ćwiczyć Judo.

Potem egzamin gimnazjalny, matura, prawo jazdy, studia, sesje. Jednym słowem emocjonalna masakra dla tak wiecznie zestresowanego człowieka jak ja.

W trakcie studiów tańczyłem salsę. Wychodziło mi to nawet dobrze i zacząłem jeździć na pokazy z moją ukochaną formacją Krambo Dance, którą serdecznie pozdrawiam :) Mimo iż byłem już dorosłym facetem, stres przed każdym występem był tak silny, że dosłownie się zapowietrzałem i płakałem w toalecie przed pokazem. W pewnym momencie pod pretekstem “braku czasu” i natłoku obowiązków przestałem całkowicie tańczyć. A taniec był moim całym życiem. Bardzo długo nie rozumiałem dlaczego tak się zachowałem.

I przechodzimy do teraźniejszości. Pojawia się stres przed fotografowaniem sesji a potem przed…ślubu. Bo co jeśli to spieprzę? Tego się nie da powtórzyć. Stres był ogromny. Na szczęście moja motywacja, by zostać fotografem była większa.

Dlaczego niektórzy lepiej radzą sobie ze stresem a niektórzy są wręcz sparaliżowani w obliczu najprostszego wyzwania? Wpływa na to mnóstwo czynników takich jak wychowanie, aspekty socjalizacji, traumy, pozytywne wzmocnienia ze strony bliskich i wiele innych o których została napisana niejedna książka psychologiczna. Zamiast jednak wgłębiać się w psychoanalizę stresu skupmy się na tym co w praktyce możemy z tym zrobić.

2 rodzaje stresu

W psychologii możemy rozróżnić dwa rodzaje stresu

Dystres - Negatywny, destrukcyjny stres, który dosłownie nas paraliżuje i uniemożliwia często podjęcie jakiegokolwiek działania.

Eustres - Pozytywny stres, który jest wywołany napływem adrenaliny. Innymi słowy, stan emocjonalny, w którym czujemy się mocno podekscytowani tym co nadejdzie i czujemy nadwyżkę energii.

I słuchajcie, nie chodzi oto, by być “niereaktywny robotem pozbawionym emocji”, bo tak się nie da. Wypierając negatywne emocje pogarszamy tylko sprawę, ponieważ tłumione emocje prowadzą do frustracji, co w efekcie prowadzi do emocjonalnych wybuchów a nawet agresji, a potem pojawia się duży smutek i poczucie winy, a w skrajnych wypadkach nawet depresja.

To w jaki sposób radzić sobie ze stresem?

Tak jak pisałem to nie jest proste i ja nad tym pracuję każdego dnia.

Kluczem do radzenia sobie ze stresem i swoimi emocjami jest SAMOŚWIADOMOŚĆ. Ale sama samoświadomość, że “odczuwam teraz stres” nie wystarczy, by go przestać nagle odczuwać. Mówiąc samoświadomość mam na myśli świadomą pracę nad sobą na którą w mojej opinii składa się tzw. resilence co oznacza w psychologii, ogólnie mówiąc, odporność psychiczną.

W jaki sposób pracować nad samoświadomością?

Akceptacja

Akceptacja tego, że nie masz wpływu na wszystko co Cię otacza. Zaakceptuj to, że stoisz w korku i nie wkurzaj się na to, że się spóźnisz. Są pewne rzeczy których nie zmienisz. Zaakceptuj, że są różni ludzie, którzy Cię nie rozumieją i nigdy Ich nie zmienisz. Zaakceptuj to, że to normalne że czujesz stres przed sesją czy czyimś innym. Nie ma w tym nic nienormalnego i złego, że przeżywasz pewne rzeczy bardziej niż inni. To całkowicie normalne i w porządku, że się denerwujesz.

Życie tu i teraz

Życie w teraźniejszości to domena psychologii Gestalt, z którą się mocno utożsamiam. Teraźniejszość to jedyne na co masz wpływ i jedyne co sprawia że możesz być szczęśliwy i prawdziwie obecny. Przeszłość to tylko zapis wspomnień, z których możesz wyciągnąć wnioski. Przyszłość z kolei to tylko wyobrażenia i fantazje na temat tego co się może zdarzyć.

Podsumowując, według mnie życie w teraźniejszości nie wyklucza braku istnienia przeszłości lub przyszłości, ale minimalizuje ich oddziaływanie na nasze życie skupiając się w 99% tylko na tu i teraz. W jaki sposób to zrobić? Przeszłość służy Ci tylko do wyciągania szybkich wniosków i niczego więcej, przyszłość natomiast do stworzenia konkretnego planu, ale nie do snucia fantazji czy czarnowidztwa. W życiu tu i teraz pomaga mi bardzo medytacja i przebywanie ze sobą w odosobnieniu.

Zasadzenie solidnego płotu w swoim ogrodzie

Kiedyś przeczytałem w jakiejś książce (przepraszam, nie pamiętam już w jakiej), że tu nie chodzi oto by zaprzeczać istnieniu złych i toksycznych ludzi, tylko oto by zaakceptować że oni są, ALE to nie znaczy, że mają być częścią Twojego życia czy tym bardziej mieć wpływ na Twoje życie.

Każdy z nas ma swój ogród, w którym rośnie dużo pięknych kwiatów. Za każdym razem gdy pozwalasz komuś nieproszonemu wejść do swojego ogrodu i go podeptać sprawiasz, że Twój ogród umiera. Dlatego Twoim i moim zadaniem jest posadzenie solidnego płotu wokół sprawiając, że żaden nieznajomy nie będzie miał do niego wstępu. Wejść będą mogli tylko Ci, których ty sam zaprosisz. Ty decydujesz kogo wpuszczasz do swojego emocjonalnego ogrodu.

Nie szukanie winy w innych

Ludzie mają ogromną tendencję do szukania winy w innych ludziach. Ciężko im jest zaakceptować fakt, że zachowali się beznadziejnie, dlatego zawsze znajdą powód który wytłumaczy ich zachowanie. Tak działają nasze mechanizmy obronne. Jest to natomiast zgubne. Bo te wszystkie tłumione negatywne emocje zostają w nas. One nie odchodzą w siną dal w momencie kiedy powiem sobie “on mnie sprowokował”. Obwinianie siebie natomiast prowadzi do poczucia winy i stanów depresyjnych. Co w takim razie zrobić? Najprostszą ludzką rzecz na świecie. Przyznać się do winy i przeprosić. Zaakceptować fakt, że zrobiło się coś źle i jeśli możesz to naprawić to napraw to, jeśli nie to wybacz sobie. Po prostu. Tylko wtedy to uczucie puści.

Poznanie swoich słabych stron

Nikt nie jest idealny. Każdy z nas ma swoje słabości i nie chodzi oto, by udawać że jest inaczej lub unikać sytuacji, które uwydatnią nasze kompleksy. Jest kilka sposobów radzenia sobie ze swoimi lękami, np. zanurzenie, które polega na rzuceniu się na głęboką wodę. Boję się fotografować ślubów? To odrazu polecę i zacznę je robić, by przestać się bać (ja tak zrobiłem). Rozsądniejszą i mniej stresującą opcją natomiast jest powolna adaptacja i praca nad swoimi słabościami. Przenosząc to na fotografowanie ślubów, zacząć np. od warsztatów z fotografii ślubnej, zadawać jak najwięcej pytań osobom, które są dla nas autorytetami, a potem sfotografować kilka ślubów jako drugi fotograf.

Wdzięczność

Chcemy więcej. Zawsze jest nam mało. Spełniamy nasze marzenia, ale wciąż jest nam mało. Kupujemy drogie samochody i ciuchy, których nie potrzebujemy, by poczuć się lepiej. Rzecz w tym, że to nie jest droga do prawdziwego szczęścia i wewnętrznego spokoju. Odpowiedzią jest MNIEJ. Dla mnie MNIEJ znaczy WIĘCEJ. Staram się ostatnio upraszczać swoje życie, potrzeby i rzeczy których używam do minimum i doceniać to co mam. Prawdziwa wdzięczność za drobne chwile, momenty, poranną kawę z ukochaną osobą, pomilczenie i pomedytowanie nad rzeką, to są rzeczy które prawdziwie mnie uspokajają i prowadzą do odporności i szczęścia.

Bezinteresowność

Wszelako rozumiana bezinteresowność i dobroć. Pomaganie i interesowanie się potrzebami innych ludzi prowadzi do dużej stabilności emocjonalnej i szczęścia. Robienie wszystkiego “po coś”, tworzenie “po coś”, dawanie tylko, by coś zyskać prowadzi do ogromnej frustracji i nieszczęścia. Dawaj coś od siebie nie po to, by coś zyskać. Dawaj tylko dlatego, by pomóc. Zobaczysz jakie magiczne rzeczy zaczną się dziać.

Wybaczanie

Jest wiele osób, które zraniły mnie w życiu bardziej lub mniej. Ja pewnie stoję na ich czele. Wybaczanie sobie natomiast różni się od wybaczania innym. Oba jednak prowadzą do uwolnienia się. Wiecie co jest najlepsze w wybaczaniu innym? Że tak naprawdę nie robisz tego dla tej osoby, tylko dla SIEBIE. Spróbuj kiedyś wybaczyć komuś, kto Cię zranił lub wkurzył. Zobaczysz jakie oczyszczające to jest doświadczenie. Mam natomiast jedną zasadę. Wybaczenie komuś nie oznacza zaufania i to, że ta osoba ma wstęp do “mojego ogródka”. Wybaczam komuś dla siebie, by czuć się dobrze i nie trwonić urazy, ale jak ktoś raz mnie zawiódł to już drugi raz tego nie zrobi.

Dziękuję Ci za przeczytanie moich psychologiczno filozoficznych rozkmin :) Mam nadzieję, że choć jedną rzecz wyciągniesz z tego artykułu dla siebie <3

Michał

 
Michal BrzegowyComment